The Schneider Electric Marathon de
Paris – czyli jak ukończyłam Maraton w Paryżu
To była jubileuszowa, 40-ta edycja
Maratonu w Paryżu.
Trudno oddać słowami atmosferę, która tego
dnia panowałam w Paryżu: ponad 44 000 startujących, miliony
kibiców na trasie, muzyka, radość, wzruszenie i ja :) To było
niesamowite przeżycie!
Na maraton w Paryżu zapisałam się rok temu. Kiedyś spędziłam tu
wiele miesięcy i pomyślałam sobie, że fajnie byłoby przebiec mój
pierwszy "uliczny" maraton właśnie w Paryżu,
najpiękniejszej stolicy świata. Zarejestrowałam się, zapłaciłam
(100 Euro!) i otrzymałam numer startowy 65 363.
Rok minął szybko i tak 1 kwietnia
2016 r. wyruszyłam w podróż do Paryża.
W sobotę udałam się do Salon de
Paris, gdzie należało odebrać pakiet startowy. Obawiałam się
długaśnych kolejek, ale ludzie skupili się przy stoiskach zaraz
przy wejściu. Mój wzrok przyciągnął wielki napis : „Coco vous
invite” (Coco zaprasza) i uśmiechnięta twarz jednego z
wolontariuszy. Oddałam Coco zaświadczenie lekarskie i przeszłam do
kolejnych stoisk, gdzie odebrałam pakiet startowy. Zabrało mi to
dosłownie kilka minut. Natomiast kilkadziesiąt minut zabrało mi
zwiedzanie Salon de Paris, które
niejako jest obowiązkowe :). Ruch jest jednokierunkowy, musisz
przejść przez stoiska wszystkich wystawców, żeby wyjść.
Rezultat był taki, ze zostawiłam u nich ze 100 Euro :) W
międzyczasie odnalazłam się na ściance, na której umieszczono
nazwiska wszystkich 57 000 osób zapisanych na Maraton. Niesamowite
uczucie!
Wszystko mi się podobało, zawiedziona
byłam tylko pogodą. Lało, wiało a temperatura wynosiła ok. 5
stopni. Po prostu brrrr ...
Po powrocie do domu moich przyjaciół
niespodzianka. Odwiedził nas sąsiad Violi i Dominika – Max, który
również startował w paryskim maratonie. Max jest niesamowity (wiem, że
nadużywam tego słowa w tej relacji, ale nic na to nie poradzę :)
). Biega od ponad 40 lat, brał udział w maratonach i
ultra maratonach na całym świecie a do tego jest wegetarianinem.
Ukończył kilka edycji Marathon de Sables: 250 km w 6 etapach po
pustyni w Maroku, Maraton w Nowym Jorku i wiele innych. Max przyniósł
nam swoją kolekcję medali – niesamowite! :)
Max i jego kolekcja medali! |
Pokrzepiona wsparciem rodziny i przyjaciół oraz
wspaniałym winem Dominika, przygotowałam strój startowy, licząc
na to, że pomimo 5 stopni i deszczu, w niedzielę zaświeci jednak
słońce.
Budzik nastawiony i lulu. W środku nocy (przynajmniej tak
mi się wydawało) obudził mnie sms: "a starting line' 42.195
km, 56 999 runners and you! Get up! Today you're going to be a part
of the Schneider Electric Marathon de Paris legend". Od razu
poderwałam się na nogi – pewnie, ze chcę zostać częścią
legendy Maratonu w Paryżu!
Rano przecierałam oczy ze zdumienia: gdzie się podziały chmury i
deszcz? Pogoda zmieniła się diametralnie, świeciło słońce i
zapowiadał się piękny dzień. Bez problemu dotarłam na Avenue
Foch. Organizacja super. Pomimo takiej ilości osób szybciutko
oddałam rzeczy do depozytu i ustawiłam się w kolejce do siku -
kluczowa sprawa :)
Wokół Łuku Triumfalnego przechodziły tłumy biegaczy z całego
świata, ze wszystkich chyba kontynentów. Elita starowała o 8.45, a
potem kolejne grupy. Moja strefa czyli wszyscy amatorzy, którzy
realnie oceniają swoje możliwości na 4.30 i więcej miała
startować o 10.15. Nad Champs Elysee wstawało słońce, a emocje
rosły. Wokół mnie maratończycy nerwowo spoglądali na swoje
zegarki, gdyż start się opóźniał. Ja się nie przejmowałam, bo
zegarka nie miałam i chłonęłam tę wspaniałą atmosferę.
Uśmiech nie schodził z mojej twarzy, byłam wzruszona i szczęśliwa,
że oto zaraz wystartuję w maratonie w Paryżu. Cały czas nie
mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
I wystartowaliśmy, jako ostatnia
grupa. Minęło z 10 minut zanim przekroczyłam linie startu.
Ech co tu mówić, było przepięknie: słońce, zabytki mijane po
drodze, niesamowici kibice. Nic tylko biec :)
No to biegłam. Udało mi się nawet wyprzedzić kilku czarnoskórych
biegaczy :) Co chwilę słyszałam "allez Justina, bon courage!"
- na numerach startowych były nasze imiona i w ten sposób kibice
dodawali nam otuchy. Co kilka km rozstawiły się przeróżne
zespoły, lub po prostu kibice ze wzmacniaczami, z których leciała
gorąca muzyka. Co 5 km punkty żywieniowe: moje obawy, ze zabraknie
dla mnie wody były niepotrzebne. Starczyło dal wszystkich :)
Biegłam, a łzy kapały mi ze wzruszenia i ze szczęścia. Wspaniałe
uczucie, które trwało ... ... do 30 km. 30 km przebiegłam w 3 h 22
min. więc jak na moje możliwości to całkiem dobry wynik. Po 30 km
wszystko to co wcześniej mnie motywowało zaczęło mnie denerwować.
Kolano bolało, miałam wrażenie, że nogi wbiły mi się w tyłek,
buty były za małe, było za gorąco, za głośno. Gdy na 35 km
sympatyczna, uśmiechnięta Pani krzyknęła" allez Justina,
c'est deja pas loin, courage" (biegnij Justyna, już niedaleko,
odwagi) miałam ochotę wykrzyczeć jej w twarz "k...wa jakie
niedaleko, to jeszcze 7 km'",
;) na
zmianę biegłam i szłam i marzyłam juz tylko o tym, żeby się
wreszcie zatrzymać.
No i udało się. Po 42 km i 195 m, 5h i 4 min ukończyłam maraton w
Paryżu. Popłakałam się ze zmęczenia, ze wzruszenia i radości i
wpadłam w objęcia Violetty, mojej przyjaciółki. Viola razem z
mężem Dominikiem oraz dziećmi Sebastianem i Gabrielem przyjechali,
żeby zobaczyć mój finisz, pozbierać do kupy po biegu i cieszyć
się razem ze mną.
![]() |
Szampan dla zwycięzców w Cafe Berthillon - najsłynniejszej lodziarni w Paryżu:) |
Byłam obolała, ale szczęśliwa.
Ukończyłam Maraton w Paryżu! Incroyable!!! (co po francusku znaczy: niesamowite ;)
ps. dostałam jeszcze jeden sms od
organizatorów: Finisher of the Schneider Electric Marathon de Paris
2016! you can be proud of yourself! have a good rest and see you next
year! - myślę, że jeszcze kiedyś tam wrócę :)
Mi najbardziej podobał się fragment opisujący bieg po 35 km :) Zabrakło mi tyko wątku dotyczącego Twojej walki przed wyjazdem, ale niech to pozostanie wyłącznie w pamięci.
OdpowiedzUsuńPo 35 to już nie był bieg, tylko jakaś pokraczna walka o przetrwanie:). A walka przed wyjazdem była chyba jeszcze trudniejsza niż te ostatnie kilometry,dlatego te dwa fragmenty wolałam pominąć milczeniem :)
UsuńDobre miejsce na maraton, pogoda też dopisała. Gratulacje :)
OdpowiedzUsuńPS
Rzeczywiście po 35 km aż do mety cisza w opisie jak makiem zasiał,a to taki przyjemny fragment maratonu :)