To słowa, którymi młody człowiek w
wieku lat może ośmiu wytłumaczył swojemu koledze w wieku lat może
sześciu zasadność rozkładania przez wolontariuszy punktu
odżywczego na ulicy. O tym, że maraton jest wiedzą już najmłodsi
mieszkańcy tej dwudziestotysięcznej gminy w województwie
zachodniopomorskim. Oprócz tego, że wiedzą że jest to wiedzą po
co jest i mam wrażenie że żyją nim.
Bagna nie przebyte, gdzie okiem sięgnąć rozlewiska głębokie, mrowiska wielkie i drzewa wysokie. W parach, pojedynczo lub wszystkie razem były Strażnikami Puszczy. Zachęcały, wabiły niewinną ścieżką jak syreny morskie swym śpiewem żeglarzy by po chwili zagradzać nam drogę by nas okrążyć trudnościami. Śmiała się z nas Pani tych lasów – Wyniosła Sosna. A my brnęliśmy.
Z tytułem felietonu kolejnej wycieczki biegowej był nie lada problem. Nie spotkaliśmy Mądrego Starca jak w Kazimierskim Parku Krajobrazowym ani nie uganialiśmy się za żółwiem błotnym jak w Poleskim Parku Narodowym. Nic a nic nie przychodziło do głowy…Może „Palcem po mapie” lub „Polesko-Roztoczański mikst przyrodniczy” bądź też „Śladami Króla Sobieskiego”. Tak czy inaczej przebiegliśmy 35km więc samo to zasługuję na przyzwoity tytuł, a może nie? Trudno, poddaję się, tym razem będzie bez tytułu.
Kto z Was nie był nad jeziorami Pojezierza Łęczyńskiego? Jedni przez przypadek, drudzy bo blisko, kolejni bo nie wyobrażają sobie lepszego odpoczynku w gorący letni dzień razem z innymi dwudziestoma tysiącami podobnych do siebie męczenników, którzy również wpadli na ten pomysł, jeszcze inni lubią spędzać czas w dziczy ale nie tej naturalnej tylko ludzkiej. Ile ludzi tyle powodów…
Ta maksyma, ba mądrość ludowa została nam ( Pawłowi i mojej osobie ) przekazana w Bochotnicy podczas kolejnej wycieczki biegowej przez starszego Pana spacerującego sobie z laseczką, drewnianą laseczką. Ale od początku.
Ostatnia wyprawa Tomka zainspirowała nas do odtworzenia części jego trasy tj. centralnego szlaku roztocza. Kluczem jest słowo części, ale cóż, ultras w tym teamie póki co jest tylko jeden. Dzięki uprzejmości Mirka z Sony Centre w Plazie podczas wyjazdu mieliśmy do dyspozycji kamerkę sportową SONY HDR-AS30. Dla mnie osobiście sam bieg był ciężki nie tylko z uwagi na mocno wymagający teren, ale też na intensywną saunę, której zażyłem poprzedniego wieczoru. Chciałem już nawet dzwonić po pomoc. To jest to co udało mi się zmontować z nagranego materiału:
Przedstawiam subiektywną relację ze swojego pierwszego Ultramaratonu górskiego Chudy Wawrzyniec, który odbył się w Beskidzie Żywieckim 10 sierpnia 2013 na dystansie ok 85km, przewyższenie 3300m. Pod tytułem Złudzenia. Tytuł nadałem nie bez kozery. Złudzeń było kilka większość przed biegiem, za to po biegu nie miałem żadnych – muszę dużo więcej i mądrzej trenować ale po kolei.
Już jest dobrze. Leżę w łóżku. Nie muszę biec. Przez okno słyszę Mszę Świętą… wiem, miałem iść… nie mam usprawiedliwienia. Jestem w Radecznicy na Roztoczu. Ojciec Zenon przyjął mnie iście po królewsku. Pokój z łazienką, jedzenie, mleko ale nie sklepowe tylko wiejskie, takie jak kiedyś piłem u moich Dziadków na wsi. Przeraził się tylko Bidulka jak na pytanie: Gdzie jest mój rower? Odpowiedziałem: nie mam roweru, przybiegłem tu z Szastarki.
Jak to się zaczęło... tego do końca nie wie nikt, ponieważ praktycznie zawsze można przywołać jakieś ciekawe wybieganie, które było wcześniej. Każdy z nas miał nabiegane już wiele kilometrów w różnych okolicznościach, więc próba wskazania pierwszego razu to trochę jak zastanawianie się nad rozdziewiczaniem prostytutki. Ale spróbuje.